Jest 17:45. Wracasz do domu po długim dniu w pracy, marząc o kieliszku wina i powtórnym seansie ulubionego serialu. Nagle do kuchni wpada młoda Zosia, Twoja 8-letnia córka, która zazwyczaj chętnie próbuje nowych smaków.
„Jestem głodna, co na obiad?” – pyta. W Twojej głowie krążą wizje jej zachwyconej miny podczas jedzenia ostrych klusek ramen. Zanim zdążysz odpowiedzieć, z salonu woła Wasz 4-letni Billy, który jest mistrzem w kategorii „niejadek”.
„Serowe makaron!” – krzyczy. Billy jada właściwie tylko trzy rzeczy: makaron z pudełka, nuggets (koniecznie w kształcie dinozaurów) i spaghetti. Wzdychasz, zastanawiając się, jak to możliwe, że w tej samej rodzinie dorastają tak różne potrawy naraz.
Jeśli ten scenariusz brzmi znajomo, to nie jesteś sam(a). Jako neurobiolog żywienia i rodzic, poświęciłem(am) znaczną część mojego życia zawodowego i osobistego na zrozumienie, dlaczego dzieci jedzą to, co jedzą.
Geny a preferencje żywieniowe: Więcej niż myślisz
Czy Billy jest wybredny z natury? Geny faktycznie mają pewien wpływ, ale często odpowiadają tylko za niewielką część obrazu całości. Wszyscy rodzimy się z wrodzoną skłonnością do lubienia słodkich smaków i unikania gorzkich.
To ewolucyjny mechanizm obronny, który kieruje nas w stronę źródeł kalorii (jak owoce) i chroni przed potencjalnymi toksynami (często gorzkimi). Studia wykazały, że mamy nawet pewne predyspozycje do akceptowania smaków spożywanych przez matkę w ciąży.
Istnieją też geny wpływające na naszą wrażliwość na gorzkie związki. Dotyczy to około 70% populacji USA. Osoby szczególnie wrażliwe mogą nie lubić np. surowych brokułów. Z drugiej strony, wielu ludzi rozwija zamiłowanie do gorzkich smaków, jak choćby gorzkie piwa IPA.
Kolejny gen wpływa na to, czy dla kogoś kolendra smakuje jak mydło. Jeśli masz tę wersję genu, prawdopodobnie unikasz tego zioła. Co ciekawe, jest to odczucie związane z aldehydami.

Warunkowanie klasyczne na talerzu: Pavlov i jedzenie
Geny to jedno, ale to nasze interakcje z jedzeniem w otoczeniu kształtują nawyki żywieniowe. Ivan Pavlov wykazał, że psy można nauczyć ślinienia się na dźwięk dzwonka, parując go z posiłkiem. Podobnie, my także uczymy się kojarzyć pewne sygnały – jak miska czy komenda rodzica – z jedzeniem.
Badania psycholog psycholog Leann Birch z lat 80. pokazują, że preferencje żywieniowe rozwijają się podobnie do warunkowania klasycznego. Kiedy smak potrawy kojarzy się z pozytywnymi doświadczeniami – przypływem kalorii, substancjami nagradzającymi w mózgu czy miłym głosem mamy – wzrasta nasza sympatia do niej.
Z drugiej strony, negatywne doświadczenia, jak ból brzucha czy kara związana z jedzeniem („Nie dostaniesz bajki, dopóki nie zjesz warzyw!”), mogą znacząco zmniejszyć sympatię do tej potrawy.
Nawet niemowlęta uczą się o jedzeniu jeszcze w łonie matki. Badania wykazały, że mamy pijące sok z marchewki podczas ciąży miały dzieci bardziej akceptujące smaki marchewki po narodzeniu.
Nadzieja dla wybrednych: Wypróbuj to raz
Dobra wiadomość jest taka, że dla większości dzieci wybredność to faza, która mija wraz z wiekiem szkolnym. Jeśli dziecko rośnie zdrowo, zazwyczaj nie ma powodów do zmartwień.
Dla rodziców chcących poszerzyć menu swoich pociech, kluczowe jest dawanie wielokrotnych okazji do spróbowania nowych potraw, bez presji czy przymusu. Niektóre dzieci potrzebują nawet kilkunastu prób, zanim zaakceptują nowy smak.
Czasem dzieci chętniej próbują jedzenia w przedszkolu czy szkole, niż w domu na oczach rodziców. Pamiętaj, cierpliwość to klucz!
A co z Zosią i Billym? Udaje Ci się przygotować obiad o czasie. Wasza najnowsza kreacja: kimchi w wersji dla dzieci z serem i pieczone kalafiore. Może znajomy kształt makaronu z pudełka zachęci Billy'ego do pierwszego kęsa. Jeśli nie, zawsze jest jutro.
„W mojej praktyce widzę, że kluczem do przełamywania wybredności jest cierpliwość i powtarzalność, a nie siła perswazji. To maraton, nie sprint.”
Co jest Twoim największym wyzwaniem w karmieniu wybrednego dziecka?